O życiu, miłości, samotności...
środa, 21 stycznia 2009
Przystań

Całe życie szukałam przystani, gdzie spokojnie mogłabym założyć rodzinę. Przystani o które rozbijają się wysokie fale i sztorm, gdzie będę czuła się bezpiecznie.

Znalazłam Jego wydawał się moją przystanią na resztę dni. Przypływając do niego swoją drewnianą łódką marzyłam, żeby zostać tam na zawsze. I z dnia na dzień wrastałam w tą przystań spokojną i cichą, gdzie łagodne fale bijące o brzeg kołyszą mnie do snu. Gdzie skały poza domem choć strome i niedostępne, odkrywały dzień po dniu swoje piękno.

Zakochałam się zapominając o niebezpieczeństwie jakie niesie ze sobą droga bez powrotu i, że te długie dni to nie lata znajomości. Aż pewnego zimowego wieczoru spaliłam w kominku swoją łódkę wierząc i ufając całym sercem, że nie będę nigdy chciała stąd uciekać.

A jednak nadszedł dzień, kiedy nad moją duszą zebrały się czarne chmury, one pomimo słonecznych dni wywoływały dreszcz na moim ciele. Po moich policzkach płynęły łzy, których tak nienawidził.

Teraz spaceruję sama po skalistych ścieżkach. Jestem uwięziona, nie mogę uciec, On staje mi się obcym człowiekiem, który rani moje serce.

Za kilka tygodni po ścieżkach, które teraz przemierzam, by choć na chwilę zapomnieć, będę spacerować z moją córeczką w ramionach. Z dzieckiem niechcianym przez Niego.

Prosiłam go, żeby oddał mi moją wolność, skoro nie chce nas obu, ale jeszcze do dziś brzmią mi w uszach jego cyniczne słowa.

Wracam do domu na kominku jak za dobrych dni pali się ogień, ale ona już nie grzeje mojej duszy ani serca. Czuję ruchy dziecka i boję się co będzie dalej.

Wierzę jednak, że pewnego dnia nauczę się pływać, albo ukradnę jemu jego zaczarowaną łódź i ucieknę od Niego jak najdalej.

piątek, 16 stycznia 2009

Idąc przez życie spotykamy tak wielu ludzi, jedni zmieniają nasze życie, inni przynoszą tylko sam ból, a pozostali stanowią tło do naszych wspomnień. Im więcej ludzi się zna, tym bardziej zlewają się oni w tło ich twarze, imiona i czasem spotykając ich na ulicy, wiemy, że ich znamy, ale nasza pamięć już nie przechowuje ich imion i wydarzeń, które są związane z tymi ludźmi. I idziemy tak przez życie zachowując wspomnienia, twarze ważnych dla nas ludzi i w chwilach nostalgii, wyciągamy stare zdjęcia, odkurzamy w naszej głowie wspomnienia. Nie raz dziękujemy w myślach tym ludziom, że w tamtym czasie przy nas byli. W momentach trudnych i takich, dzięki, którym wybieramy inną drogą, która nas zaprowadziła do miejsca, w którym teraz jesteśmy.

Jedna z najtrudniejszych rzeczy dla nas ludzi to utrzymywanie choćby wątłej nici znajomości z ludźmi, których kochaliśmy, z ludźmi z którymi dzieliliśmy nasze marzenia. Jedni wybaczają rozstania i choć czasem trwa to latami, to później udaje się wymienić z nimi miłe słowo. Godzimy się z nimi wspominając to co było, jako etap w życiu, jako coś co nauczyło nas i po części sprawiło, że dzisiaj jesteśmy tym kim jesteśmy. Jak kto kiedyś ktoś określił, człowiek w chwili stworzenia jest glinianą masą, dopiero uczucia, emocje i doświadczenia, rzeźbią z niego człowieka. A inni odchodzą, odgradzają się grubym murem, jakby to ratowało ich obecne życie. Jak można uratować się od wspomnień, od chwil, które spowodowały, że każde z nas wybrało inną drogę.  Lęk przed przeszłością, przed ludźmi, których znaliśmy, to najgorszy doradca.

Każde decyzje, które podejmujemy powinny być świadome, powinniśmy umieć sobie wybaczyć i nie żałować swoich własnych wyborów. Tak my ludzie w chwilach rozterek, ciężkich chwil w życiu lubimy rozliczać się za przeszłość i z przeszłością. Ale już nic nie zmienimy, bo mamy wpływ tylko na to co jest TU I TERAZ….

 

wtorek, 09 grudnia 2008

Chiałabym, żebyś wszedł do domu przytulił mnie mocno, żebym poczuła, że wracasz nie tylko do tych czterech ścian, ale przede wszystkim do mnie. Chciałabym, żebyś pomyślał, czasem tylko o mnie, zrobił coś co mnie zaskoczy, co mnie ucieszy i co będzie inne od codzienności. Chciałabym, żebyś mnie kochał jakby świat nie miał trwać wiecznie, jakbyśmy mieli bardzo mało czasu, aby sie sobą nacieszyć.

Ale to tylko moje marzenia, które nigdy się nie spełnią, bo jak zawsze wchodzisz do domu i od progu słyszę, że już coś krytykujesz. Taka jest rzeczywistość.

piątek, 09 maja 2008
Ostatni

Ktos kiedys powiedział, ze czestość i szybkość kontaktów zależy od tego na ktorym jesteś miejscu w hierachi danego czlowieka. I może, gdy czujesz się na końcu zastanawiam sie, że może nie warto... To jak ze słowami piosenki "... ale to już było i nie wróci więcej i choć tyle..." minie czas i zapomnimy o wszystkim, a wspomnienia staną się czarno-białe, dobre lub złe.

niedziela, 27 kwietnia 2008
Dwie obce

Zaczęło się to bardzo dawno temu, kiedy świat w dziecinnych oczach wydał się wielki i nieznany, kiedy zaczynamy rozumieć pierwsze skomplikowane słowa, kiedy uczymy się świata, już wtedy była do Niej źle nastawiona, jej wroga i nie przyjamnna siostra. Ona chciała być jej przyjaciółką, jednak nie udawało jej się przeskoczyć czterech lat, które ich dzieliły. W tamtym dziecinnym świecie, martwiło ją chłodne zachowanie siostry jej niechęć do Niej, do tego, żeby czasem poświęcić jej czas.

A czas płynął, tak szybko jak obraca się kula ziemska. Powoli świat się rozszerzał, coraz więcej rozumiały. Ona pamięta jak jej siostra dokuczała jej, jak odmawiała pomocy, jak zawsze oduswała ją od siebie. Jej wrażliwe serce zachowało w pamięci ten chłód, te przykre słowa, jej serce nie raz płakało w samotności nad taką rzeczywistością jaką obdażył ją los.

I szukała zrozumienia u innych, może coś na kształ opiekuńczości, którą tak brutalnie siostra ją okradła. Dokonywała wyborów, raz dobrych, innym razem złych, ale poznawała ludzi wzbogacała duszę, doszukując się winy tych złych relacji w sobie. Aż spotakała czlowieka, który zobaczył w jej duszy czarne dziury, który spowodował najgorszy złodziej świata, najbardziej brutalny, bo dobrze Jej znany. Pokazał Jej ile jest warta, pokazął Jej, że Jej wrażliwość zostawała nie raz wykorzystywana. I pokazał jej orlicę wysoko w gnieźnie i Ona starała się być silna...

Minęło wiele lat od tych dziecinnych wspomnień, jednak relacje pomiędzy nimi były coraz gorsze. Jej siostra zapatrzona we własny egoizm niszczy wszystko, nawet rekę wyciągnię tą dniej, traktuje jak atak.

Dwie siostry, obcy dla siebie ludzie. Ona już nie chce znać swojej siostry zbyt wiele przykrych słó od niej usłyszała, zbyt dużo widziła jak ona okrada innych w imię własnych egoistycznych celów. Ona ma przy sobie człowieka, który stanowi jej rodzinę i opiekuję się Nią, dając jej spokój pierwszy raz w życiu.

Jeden ojciec, jedna matka, dwie siostry, które nie potrafią już odnaleźc drogi do siebie, które dzieli przepaść. Ona nie chce siostry, nie widzi w niej dobrego człowieka, człowieka, któremu warto poświęcić czas.

Ona odchodzi już się nie odkręca nie wypowiada ani jednego słowa, bo po co... postara się o to by już jej więcej nie spotkać.

czwartek, 17 kwietnia 2008
Ona i On

Ptrzy na Niego spod półprzymkniętych powiek, szuka to dlaczego się w nim zakochała. Uśmiecha się w zamyśleniu bawiąc się kosmykiem włosów. Nadal jest to za co tak go kocha, tak nadal go kocha. Minęło ju tyle czasu od kiedy razem tańczyli, od kiedy nie mogła się doczekać Jego. Teraz od kiedy mieszkają razem ta ich wspólna codzienność, sprawia, że każdego dnia ceni sobie bradzo że jest.

Nie mówi mu często jak wiele dla niej znaczy. Nie potrafi przyznać się przed sobą, że On jest jej całym światem, świtem, któremu On nadaje sens. Czasem łapie się na tym, że jest szczęśliwa i, że tak niewiele jej brakuje do szczęścia, może kropel deszczu na szybie i Jego większej troski.

Czasem chciałaby żeby od Niej więcej wymaga, bo boi się, że czegoś niezauważa czegoś co może sprawić mu przykrość. Ale On nic ne mówi, a czasem potrzebne są jego słowa... Potrzebne są jej by wierzyć...

piątek, 21 września 2007

Ciche słowa, mało słów..

Pusty gorący kubek...

Nieuporządkowane myśli, jakbym po drodze o czymś zapomniała a moze  o kimś.

Nie cofniesz czasu, nie otworzysz raz zamkniętych drzwi, czasem tylko przychodzi dziwny żal.

Przytula mnie myslę o wielu nie tylko o Nim, czuję poczucie winy.

Zapach, który znam..

Wspomnienia, ale i one kiedys znikną...

sobota, 01 września 2007
Ona i Ona

Dni upływają jej szybko od kiedy są razem, swój świat podporząkowała Jemu, zrezygnowała z wolności. Dzisiaj On wymaga od Niej o tysiąc więcej słow, by mu opowiadała własny dzień. Dziś Ona boi się. Odkryła w sobie chęć, by urodzić dziecko, odkrywa w sobie siłę i dojrzewa do tej decyzji. Jednak On tak głośno mówi nie, że Ona cicho kuli się w sobie, myśląc, że może nie do końca wszystko dobrze jest.

Dni mijają podobne to siebie, pełne powtarzającyhc się rytułałów, pełne jej cichych westchnień. Miała nadzieję, że będzie miała na Niego cichy wpływ miłości, który spowoduje, że zrozumie ile On dla Niej znaczy. Czasem w trudnch decyzjach codziennego życia czuje się bardziej samotna pomimo, że On fizycznie jest.

Ona zbyt bardzo idealizuje świat. Zbyt wiele chciała by wyciągnąć z Niego różnych barw. Zbyt bardzo wierzy, że miłością można zmienić świat.

Może ta wiara będzie należeć do przeszłości, myśli sobie Ona, gdy słucha kolejnych słów wymówki.

wtorek, 19 czerwca 2007

Dawno tutaj nic nie pisałam czasem, pewne myśli, uczucie strachu chciałabym tu opisać, ale czasami tak trudno napisać to co się właśnie czuję. Bo czy napisanie o strachu nie potwierdza go i nie czybni bardziej realnym, a tak w swojej podświadomości spychamy go głęboko, tylko czasami słyszymi cihutki głosik strachu.

Jednak nie po to włączyłam dzisiaj komputer by pisac o strachu lub o lenistwie, ze przestałam tutaj intesywnie pisać, ale dzisiaj chcę napisać o SZACUNKU

Słowo, które w słownikach  niektórych osób nie ma miejsca, bo czy miłość to wielkie uczucie opisywane w książkach, poematach, miłosnych piosenkach powinno zawsze towarzyszyć inne mniej doniosłe uczucie jednak równie ważne, uczucie takie jak szacunek.

Szacunek do osoby, która jest dla Nas najważniejsza na świecie, bo gdy przyjdą problemy i miłość zacznie się przeobrażać, to szacunek będzie pozwolił nam dostrzeć w tej drugie osobie, tego czlowieka, którego pokochaliśmy.

Szacunek dla rodziców. Za 11 dni wychodzę za mąż, tsandardowo jak pewnie na każdym weselnym przyjęciu będzi epiosenka dla rodziców i podziękowania. Uświadomiłam sobie, jak żadko dziękujemy osobą, które trudzą się dla Nas każdego dnia. Których działa prowadzą, aby nam dzieciom było lepiej. To nie argentyńska telenowela, gdzie musimy krzyczeć wyrażając swoje uczucia. Tylko szacunek, wyrażany w trosce o ICH zdrowie, o ICH potrzeby, o to by kiedyś móc wesprzeć tak jak Oni nie jednokrotnie nas wspierali. To podziękowanie będzie dla nich na pewno wruszające, ale dla mnie też, bo wiem jak bardzo sie dla mnie starają. Mam nadzieję, że ja będę mogla ulżyć im jakoś w życiu.

Szacunek do miejsca gdzie żyjemy. W świecie dzisiejszej głebokij kultury materializmu, nie szanujemy naszych domów, bo zazdrośnie spoglądamy na domy sosiądów, nie szanujemy obrazka na słabym głoździu dążąc do doskonałości, w której później znajdziemy tylko sterylną pustę. Każdy dom ma swoje skrzypiące drzwi, krzywo powieszone obrazy, ale to jest dom, MÓJ RODZINNY DOM.

Szacunek dla drugieor człowieka, dla jego pracy.

Mogłabym tutaj namnażać przykładow, ale każdy z nich będzie miała ich tysiąc innych. Jednak nie pogóbmy się we własnym egoiźmie i pragnieniach, bo czasem to co najcenijsze jest przez Nas niedoceniane.

poniedziałek, 30 kwietnia 2007

na początku jest miłość, a później dwie osoby muszą się starać, żeby już był dobrze.

dwie...

jedna siedzi nocami i uważa na wszystko...

druga milczy, gdy powinna coś powiedzieć, widzi swoje oblicze w oczach osoby, która go kocha...

dwa światy w jeden pownien się połączyć...

Jego świat...

Jej podporządkowany do Niego...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 21